Jak zwykle bywa, podczas gdy Europa się zabezpieczała przez ostatnie lata, Polska w uśpieniu czekała na cud. A, że cud nie nastał, ceny prądu lecą do góry szybciej i wyżej, niż dreamliner. Skąd te nagłe i drastyczne wzrosty? Przeanalizujmy.

Ekolodzy winią węgiel

To fakt. Węglowe elektrownie to przeżytek. Ale ten surowiec jest fundamentem naszej gospodarki. I kiedy dochodzi do wahań jego cen na światowych rynkach, dostajemy zawsze rykoszetem w postaci zmian cen prądu. Tak jest też teraz, gdzie odnotowujemy ponad 11 procentowy wzrost cen patrząc rok do roku. Elektrowni jądrowych u nas brak, bo nie jesteśmy chętni. W tym czasie inne kraje zdążyły już zabezpieczyć swoje interesy. I choć obecnie widać nacisk na promowanie odnawialnych źródeł, tu również brak regulacji prawno-politycznych dla tego segmentu rynku.

Drugi winny – EUROPA

Reforma europejskiego systemu handlu emisjami spowodowała, że w 2019 roku zmniejszy się ilość dostępnych w aukcjach uprawnień do emisji dwutlenku węgla. W ciągu roku cena pozwolenia wzrosła z 6 do 25 euro. Głównym celem tego zabiegu jest ograniczenie emisji CO2 w Europie o co najmniej 40 proc. (do 2030 roku w porównaniu z poziomami z 1990 r.). Większość państw przewidując wahania cen węgla oraz konieczność dostosowywania rynku energii do zmian zabezpieczyła się w nadwyżkę certyfikatów na ciężkie czasy. Polska jednak postanowiła nie mrozić pieniędzy i mamy efekt w postaci drastycznych wzrostów cen prądu.

Trzeci winny – przestarzała produkcja

Nasze elektrownie już powoli mogą pracować jako żywe muzea. Koszty ich modernizacji pochłoną miliardy a na budowę nowych jest o 10 lat za późno. Dodatkowo z roku na rok zapotrzebowanie na prąd wzrasta. To podstawa rozwijającej się gospodarki. Do tego jeszcze, pamiętać musimy o brakach ekspertów na rynku pracy – ktoś te elektrownie musi projektować, budować, modernizować, obsługiwać…..

A teraz clu przedstawienia

Na rynku mamy jednego prawdziwego, nazwijmy go – PRODUCENTA energii. Od niego wszyscy kupują prąd. Kto kupi więcej, ten ma niższą cenę. Stąd konkurencja pomiędzy firmami. Oprócz PRODUCENTA i SPRZEDAWCÓW, mamy jeszcze DYSTRYBUTORA. Jest nim spółka, która świadczy usługi dostawy prądu na Twoim terenie i jest nią jedna ze znanych na rynku firm: np. Energa Dystrybucja, PGE Dystrybucja itp.  SPRZEDAWCĘ prądu możesz sobie wybrać, DYSTRYBUTOR – jest jeden na danym rynku.  Zmiana polityki klimatycznej oraz powyższe przyczyny spowodowały, że kilku SPRZEDAWCÓW prądu ogłosiło już upadłość. Klienci, których obsługiwali przeszli na tzw. sprzedaż rezerwową, świadczoną przez lokalnego dostawcę. Problem w tym wszystkim polega na tym, że przepisy nie regulują zasad dostaw oraz cen po jakich ona następuje. Stąd, w przypadku wycofania się z rynku jednego ze SPRZEDAWCÓW, nagle, z dnia na dzień, zostajemy przepisani do innej firmy i płacimy za prąd….no właśnie nie wiadomo ile, dopóki nie dostaniemy pierwszej faktury. Najczęściej, jest to 2-3 razy więcej niż dotychczas.

Co możemy zrobić?

Na chwilę obecną – NIC. Na większość działań jest już za późno. Możemy jedynie maksymalnie ograniczyć zużycie prądu w domach i gospodarstwach domowych (podwyżki obejmą także prywatne mieszkania). Ceny prądu znacząco odbiją się w gospodarce – wzrosną ceny żywności, leków (tu prądu zużywa się baaardzo dużo przy produkcji), usług. Pamiętać należy, że od 1.01.2019 wzrasta pensja minimalna, która także wpłynie na wzrost cen w gospodarce.

Już w październiku i listopadzie odnotowano spadek liczby zamówień w firmach produkcyjnych, powoli zmniejsza się stan zatrudnienia a nasza gospodarka mocno wyhamowuje.

Sprzedaż rezerwowa

I jeszcze jedno – jeżeli Ty, lub ktoś z Twoich znajomych boleśnie doświadczył skutków sprzedaży rezerwowej – napisz do mnie. Wspólnie możemy zdziałać więcej! Możesz też dołączyć do specjalnie stworzonej grupy na fb TUTAJ.